Stolice województw 2026: OPOLE, KATOWICE i KRAKÓW

20 maja 2026

Jako mama dziecka chodzącego do szkoły podstawowej zaczynam doceniać to, czym są egzaminy ósmoklasistów! Dostajemy 3 dni wolne w maju, które można wykorzystać na podróże małe i duże. W naszym przypadku była to podróż po Polsce, ale wcale nie taka mała, bo przebiegająca przez trzy stolice województw, a jak się uprzeć to i cztery – na koniec wylądowaliśmy bowiem pod Łodzią.

Opole

Mój pierwszy raz w Opolu. Krótki, ale wartościowy. Dojechaliśmy do miasta w piątkowe popołudnie i w sobotę już wyjeżdżaliśmy. Wystarczyło jednak na to, by zahaczyć o najważniejsze atrakcje w centrum miasta. Zobaczyliśmy mural najsłynniejszego pisarza opolskiego – Remigiusza Mroza. Odwiedziliśmy opolski rynek – przypomina mi nieco te z Poznania i Wrocławia. Jest ładnie, czysto, są ogródki gastronomiczne, a nawet aleja gwiazd polskiej piosenki na bruku. Jest też pomnik księcia Kazimierza I Opolskiego na koniu – założyciela miasta. 

Rynek w Opolu

Pokręciliśmy się w bocznych uliczkach przy rynku i Klara stwierdziła, że zabudowane ogródki gastronomiczne trochę przypominają jej Neapol. Widzieliśmy rzeźbę kolorowej lamy, a także pomnik Karola Musioła (znany Opolanin) z latającym krawatem, który znajduje się przy Młynówce i pięknie prezentuje się na zdjęciach na tle Wieży Piastowskiej. Spacer nad Młynówką jest urokliwy – mamy promenadę i kilka fotopunktów. Blisko stąd do słynnego amfiteatru, w którym akurat odbywała się Noc Kabaretowa – śmiechom widowni nie było końca. 

Pomnik Karola Musioła

Przy amfiteatrze jest piękna, kolorowa fontanna, nad którą znowu góruje Wieża Piastowska. I tu można zrobić świetne zdjęcia, a nawet wypić kawę czy drinka z takim widokiem w pobliskiej restauracji. Przy amfiteatrze funkcjonuje Muzeum Polskiej Piosenki, ale nie zdążyliśmy go zwiedzić – było już zamknięte. 

Fontanna przy amfiteatrze.

Przechadzając się po centrum Opola natknęliśmy się na kilka starych, klimatycznych szyldów sklepowych. Było też kilka placów i skwerów z fontannami czy ciekawym oświetleniem. Niestety przy okazji piątku trafili na sporo pijanej młodzieży, ale to chyba domena wszystkich większych miast. Dzień zakończyliśmy grą w kręgle w naszym hotelu. 

Centrum Opola na pewno ma coś w sobie. Bliskość rzeki, piękne kamienice zachęcają do spacerów. Jeśli będzie okazja – chętnie wrócę!

Katowice

W przeszłości byłam w Katowicach jedynie przejazdem, to więc właściwie mój pierwszy raz na Śląsku. Pobyt zaczęliśmy od wizyty w największym outlecie na Śląsku – Designer Outlet Sosnowiec. Podobnie jak w Gdańsku, pięknie zaaranżowane miasteczko handlowe. Zrobiliśmy nawet jakieś zakupy, co nie zawsze ma miejsce w takich miejscach.

Bajka Pana Kleksa

Później wylądowaliśmy w raju dla dzieci – Bajce Pana Kleksa. Uważam, że powinien to być obowiązkowy punkt dla rodziców z dziećmi podczas zwiedzania Katowic. Miejsce jest świetnie przygotowane – kilka pięter zabawy dla całej rodziny, szukania ukrytych przedmiotów, zjeżdżania na zjeżdżalniach, zabawy w kulkach, na automatach i w strefie LEGO. W nagrodę dostaje się kolorowe piegi. Są kawiarnie i przekąski, a wszystko w pięknie przygotowanych wnętrzach z piosenkami z dawnych filmów o Kleksie! Pomocą służą animatorki – Agnieszki, a w strefie LEGO – Adam 😉 Jest też sam Ambroży Kleks, który na początku rozmawia z dziećmi i rodzicami. Polecam!

Bajka Pana Kleksa

Po kilku godzinach w Bajce pojechaliśmy do hotelu w centrum Katowic i ruszyliśmy w miasto. Z jednej strony jest klimat – bo mamy wiele pięknych kamienic, część z nich została odnowiona i robi wielkie wrażenie. Z drugiej strony widać też sporo pozostałości po PRL-u. Rynek nie jest rynkiem jaki znamy z Poznania czy Wrocławia. To duży, pusty plac otoczony budynkami. Jeżdżą tędy tramwaje i… my autem. Tak się złożyło, że w niedzielny poranek skręciliśmy w niewłaściwą ulicę i wylądowaliśmy na środku rynku za tramwajem nie wiedząc jak stąd uciekać… Ostatecznie jakoś wybrnęliśmy z tej sytuacji, ale zapamiętamy to na zawsze 😉 

Spodek

Punktem obowiązkowym musi być oczywiście Spodek z bliska, po drodze przyglądaliśmy się Superjednostce, która wygląda okazale, jak wielki ul. Choć muszę przyznać, że myślałam, iż na żywo blok zrobi na mnie większe wrażenie. Ale jak człowiek uświadomi sobie, że znajduje się w niej blisko 800 mieszkań – jest WOW. Spodek z bliska robi jeszcze większe wrażenie. Otwarto go 55 lat temu i czuć przy nim ducha minionej epoki. Detale architektoniczne, wiszące banery sprawiają, że można cofnąć się w czasie. Ale tuż przy Spodku mamy powiew nowoczesności – szklane biurowce, tarasy widokowe pokryte trawą i Muzeum Śląskie. 

Superjednostka

Wyjeżdżając z centrum zwróciliśmy uwagę na wysokie wieżowce przy trasie. To tak zwane osiedle Gwiazdy, bo budynki zostały wybudowane na fundamentach w kształcie gwiazd ośmioramiennych. To jedne z najwyższych budynków mieszkalnych w Katowicach i widać to na pierwszy rzut oka. Mają aż 81 metrów i 27 kondygnacji, z czego 24 użytkowe. 

Ostatnie chwile w Katowicach spędziliśmy na Nikiszowcu i Giszowcu. To także miejsca, które obowiązkowo trzeba zobaczyć w mieście. Nikiszowiec to królestwo czerwonej cegły – szczególnie jeśli mówimy o osiedlu patronackim, które powstało dla pracowników funkcjonującej ówcześnie w pobliżu kopalni. Kiedyś osiedle robotnicze, dziś tętniące życiem miejsce turystyczne.

Nikiszowiec

Turystów jest tu mnóstwo, a jest co oglądać – choćby Beboki, a więc katowickie stworki (tak jak we Wrocławiu krasnale), które widzieliśmy też w centrum. I tu można się poczuć jak za dawnych lat. Na koniec podjechaliśmy na Giszowiec – To także dawne osiedle robotnicze dla górników, ale tu klimat jest zupełnie inny. Dawne budynki toną w zieleni i nawiązują do niemieckich willi. Niestety nie było nam dane choćby wypić kawę w tym miejscu – trafiliśmy na komunie i wszystko było zarezerwowane. 

Kraków 

To nie była moja pierwsza wizyta w Krakowie, ale ostatnio byłam tu wieki temu – myślę, że minęło około 20 lat. Kraków jest piękny i z tym nie można dyskutować. Widać pieniądze płynące z turystów i to na każdym kroku w centrum miasta. Mieszkaliśmy tuż przy Wiśle, a więc mieliśmy wszędzie blisko. Pogoda nam dopisywała i dzięki temu podziwialiśmy miasto w pełnym majowym rozkwicie.

Smok wawelski

Zaczęliśmy od przekąski na barce na Wiśle, a stąd mieliśmy już trzy kroki do wawelskiego smoka. Musieliśmy też wejść na Wawel, który wygląda fenomenalnie, nawet jeśli nie wchodzi się (za opłatą) do wnętrz. Wejście na dziedziniec jest bezpłatne. Z Wawelu ruszyliśmy wąskimi uliczkami wypełnionymi turystami w kierunku Rynku. Mijały nas dorożki, które na pewno dodają klimatu. Nie jestem jednak fanką wykorzystywania koni w takich lokalizacjach. 

Adaś

Weszliśmy do kościoła Mariackiego, którego wejście akurat otoczone było rusztowaniem. Posłuchaliśmy hejnału z wieży, zrobiliśmy sobie zdjęcie z Adasiem Mickiewiczem i przeszliśmy się po sukiennicach. Zjedliśmy obiad na Floriańskiej i tego akurat nie polecam – nie dość, że czekaliśmy na jedzenie godzinę, to jeszcze nie dostałam tego, co zamówiłam. Zaliczyliśmy Bramę Floriańską, Barbakan, planty, a nawet zaułek Niewiernego Tomasza.

Pasaż Schindlera

Poniedziałek zapowiadał się deszczowo i rzeczywiście tak było. My mieliśmy jednak na ten czas zaplanowaną wycieczkę do Kopalni Soli w Wieliczce. Ostatni raz byłam w niej jakieś 30 lat temu i niewiele pamiętałam. Wiem jednak na pewno, że otoczenie kopalni, która przynosi miastu gigantyczne pieniądze, zmieniło się niewyobrażalnie.

Kopalnia Soli w Wieliczce

Tu „czuć pieniądz”. I to wszędzie. Przepiękny park, hotel, fontanna, całe zaplecze turystyczne – ogromne WOW. Tanio nie jest, bo za trzy osoby i parking zapłaciłam niemal 350 złotych, ale pod ziemią spędziliśmy blisko 3 godziny. Zdecydowanie polecam i warto kupić bilety z wyprzedzeniem. Dziennie obsługują nawet 8000 osób – może być tak, że biletów już nie będzie. 

Rynek Główny

Wieczór spędziliśmy na krakowskim Kazimierzy przechadzając się przy Okrąglaku, ulicy Szerokiej i okolicach. Był też przystanek w Pasażu Schindlera i kolacja na podobno najpiękniejszym podwórzu Kazimierza. Bo rzeczywiście Kazimierz jest pięknym miejscem. 

Kazimierz

Wracając do Krakowa zahaczyliśmy w trakcie deszczu o CH Bonarka, ale nie jest to miejsce, o którym warto wspominać 😉 Na szczęście wkrótce pogoda się poprawiła i mogliśmy ruszyć w miasto. Zaliczyłyśmy z Klarą Cricotekę nad Wisłą i kładkę ojca Bernatka. Stąd ruszyłyśmy ponownie na Kazimierz i Rynek, gdzie zjedliśmy kolację. 

Cricoteka

Do Krakowa na pewno jeszcze wrócimy.