Ten weekend miał wyglądać inaczej. Planowałyśmy go od dawna w większym gronie. Miały być leśniczówka daleko od cywilizacji, balia z gorącą wodą, ognisko i rozmowy do rana. Na miesiąc przed planowanym wyjazdem okazało się jednak, że połowa towarzystwa z różnych względów nie może pojechać. Zamiast więc we trójkę płacić blisko 3000 złotych za zarezerwowaną wcześniej leśniczówkę i siedzieć w marnej pogodzie z komarami w lesie postanowiłyśmy… polecieć do Włoch. I to była doskonała decyzja!

Miejsce wyjazdu nie było najistotniejsze – to był jeden weekend, uzgodniony od dawna. Ze względu na pracę musiałyśmy lecieć w piątek w godzinach popołudniowych i wrócić w niedzielę. I jak się okazało, najtańsza opcja dostępna z Poznania okazała się tą najlepszą. Padło na Bergamo pod Mediolanem, które dla wielu jest tylko lotniskiem i przystankiem w drodze do Mediolanu czy nad Como / Gardę. Tymczasem Bergamo jest piękne samo w sobie i warto je zobaczyć!

Zacznijmy od ceny. Przeloty Poznań – Bergamo – Poznań kosztowały nas po około 370 złotych na głowę. Lot jest krótki – trwa około 90 minut i mając tylko plecak przez lotniska przemyka się jak łania przez las 😉 Zarezerwowałyśmy jeden pokój z łazienką w centrum Bergamo – to wyniosło nas po około 400 złotych na głowę. Razem za loty i nocleg (dwie noce) zapłaciłyśmy więc po 770 złotych. Mniej niż za leśniczówkę…
Co dostałyśmy za tę cenę? Ponad 30 stopni w cieniu i tak potrzebną nam zmianę klimatu! Dodatkowo płaciłyśmy tylko za włoskie rarytasy: cornetto i kawę na śniadanie, pizzę na obiad i kolację, gelato o 22:00, mooooorze Aperola i kilka innych smakowitości.

Czy Bergamo jest dobre na weekendowy wyjazd? Zdecydowanie tak! Dlaczego? Lotnisko leży zaledwie 15 minut drogi autobusem od centrum miejscowości. Dojazd z lotniska autobusem linii nr 1 za 3 euro. Następnego dnia kupiłyśmy bilet na 24h za 8,5 euro, dzięki któremu mogłyśmy jeździć autobusami i kolejkami po mieście, a także wróciłyśmy na nim w niedzielę na lotnisko. Polecam tę opcję!
Bergamo jest niewielkie – składa się z dolnego, nowocześniejszego miasta i górnego, starego miasta. Mieszkałyśmy na dole (niedaleko dworca kolejowego). Tej lokalizacji akurat nie polecamy – sporo średnio wyglądających typów, ale lokalizacja świetna pod względem bliskości przystanków komunikacji miejskiej. Następnym razem wybierzemy lepszą okolicę 😉
Nowocześniejsze miasto ma swój urok – jest deptak, są fontanny i kościółki, są lokale z ogródkami na zewnątrz, pyszne lody. Wszystko to, co we Włoszech jest potrzebne. Polecam okolicę Piazza Pontido. Jednak dopiero Citta Alta, a więc stare miasto, robi wielkie wrażenie. Można się tam dostać na kilka sposobów – można wejść po stromych schodach pod sporą górę (stare miasto góruje nad nowym), można wjechać autobusem (choćby linią nr 1 jadącą z lotniska), a można skorzystać z kolejki funicolare podobnej do tych z Neapolu. Podróż taką kolejką trwa kilka minut, a w nogach zaoszczędzamy sporo mocy.
Wychodząc z górnej stacji kolejki możemy mieć wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie – to zupełnie inne miasto z klimatycznymi uliczkami, malutkimi sklepikami, restauracjami, barami. Jest kilka niewielkich placów, katedra, biblioteka, cytadela i wiele innych starych obiektów, ale nie o zwiedzanie w tej wycieczce chodziło! Miało być klimatycznie i smacznie. Było!
Jadłyśmy najsłynniejszą pizzę na kawałki w Bergamo – w Il Fornaio (pyszna), gdzie pani tnie nożyczkami pizzę na kawałki, waży na wadze, a następnie odpieka specjalnie dla ciebie w piecu. Piłyśmy Aperola w Ristorante Pizzeria San Vigilio pod zamkiem (tam dojazd drugą kolejką z górnego miasta) siedząc na tarasie z zabójczym widokiem. Weszłyśmy na zamek, kupiłyśmy pamiątki i oglądałyśmy w spokoju wszystkie wystawy niewielkich sklepików.

Zeszłyśmy też z górnego miasta przez Porta San Giacomo do dolnego miasta, by później ponownie wrócić na górę – na kolację, gdy robiło się ciemno. Ostatecznie wylądowałyśmy w restauracji hotelu Il Sole, w pobliżu głównego placu starego miasta. Usiadłyśmy w ogrodzie hotelowym. I choć ceny były nieco wyższe niż w pobliskich knajpach – jedzenie było tego absolutnie warte. Nawet coperto w wysokości 3,5 euro! Jadłyśmy najsłynniejsze pierożki z Bergamo – casoncelli alla bergamasca i wiem, że na pewno tam na nie wrócę. Niebo w gębie!

W niedzielę o 13:00 wylatywałyśmy z Poznania – czas wykorzystałyśmy więc na ostatnie zakupy w centrum handlowym przy lotnisku. Oriocenter przypomina poznańską Posnanię – można tam też kupić alkohole czy włoskie wypieki, które później spokojnie można przewieźć do Polski. A warto, bo lotnisko w Bergamo, podobnie jak w Poznaniu, zniosło restrykcje dotyczące płynów. Spokojnie przewieziecie do Polski w podręcznym wino, limoncello czy meloncello 😉 I to w dużych butelkach!

Lotnisko samo w sobie jest zaskakująco duże jak na tak małą miejscowość, ale Bergamo to popularny punkt przesiadkowy – wiele osób leci na to lotnisko, a następnie udaje się do Mediolanu, nad Como, nad Gardę, do Brescii i w wiele innych lokalizacji, do których dowożą pasażerów autobusy. Czysto i porządnie, nie ma się do czego przyczepić.
Do Bergamo na pewno jeszcze wrócę!











